Historia jednego listu – Józef Małłek

Rodzina Józefa Małłek
Rodzina Józefa Małłek

MUZYCZNA RODZINA
Ostatnio na blogu zanurzyłem się dość mocno w historię mojej rodziny z Burakówki jakby zaniedbując linię ojczystą. Dzisiaj opowiem o Józefie Małłku bracie mojego pradziadka Jana Małłka.
Józef był żołnierzem Wojska Polskiego i jak wszyscy w naszej rodzinie był umuzykalniony. Z tą muzycznością to w ogóle jest ciekawa historia. Zanim zająłem się genealogią u moich Małłków nie słyszałem żeby ktoś kiedyś na czymś grał. Stało wprawdzie pianino u dziadka w domu, ale to raczej ku mej uciesze, a trwodze domowników. Pierwszy instrument na jakim przyszło mi wydawać dźwięki to właśnie pianino. W końcu udało mi się nauczyć grać na gitarze, chociaż pianino to instrument na którym chciałbym się jeszcze kiedyś nauczyć grać. Przełom nastąpił w pewne święta Bożego Narodzenia gdy próbowałem zagrać kolędę, a ona stała się nawet znośna dla domowników. Ci o swoich talentach muzycznych milczeli. Po latach usłyszałem legendę ludową, że tato grał kiedyś na skrzypcach i to wszystko. Prowadząc badania genealogiczne okazało się, że rodzina prapradziadka była cała muzyczna. Każdy na czymś grał i zapewne również śpiewał. Słyszałem opowieści, że dla rozrywki grywali w okolicy. O tym, że muzyka była ważna w życiu moich przodków świadczy także znaleziony list. Zanim zupełnie zanurzymy się w jego treści chciałbym przypomnieć, że daleki mój kuzyn Antoni Małłek oraz jego brat Konstanty byli wybitnymi muzykami i zrobili karierę zagranicą o czym mówił artykuł Paczka z Ameryki – bracia Małłek. Zatem już wtedy w rodzinie muzyka musiała odgrywać znaczną rolę. Biorąc pod uwagę fakt, że obie linie rozchodzą się gdzieś ok 1730 roku to oznacza, że muzyka miała naprawdę solidne podstawy. Zresztą w rodzinie było wielu organistów i coś czuję, że jeszcze nie raz trafię na muzyczny ślad.

List wysłany przez Józefa do rodziców Franciszka i Agnieszki zd. Tomas
List wysłany przez Józefa do rodziców Franciszka i Agnieszki zd. Tomas

LIST
Wracając do listu, napisany on został 21 sierpnia 1931 roku w Prużanie. Od 1924 roku stacjonował tu 25 Pułk Ułanów Wielkopolskich oraz miasto było macierzystym garnizonem dla 20 Pułku Artylerii Lekkiej. Chociaż nie jestem specjalistą od mundurów to po proporczykach na kołnierzu zgaduję, że Józef był ułanem. Jego Prużanę 19 września 1939 roku zajęli Rosjanie, a następnie od 23 czerwca 1941 roku do 17 lipca 1944 okupowali Niemcy. Józef zginął 29 grudnia 1941 roku niewyjaśnionych okolicznościach. Był on żonaty z Joanną zd. Wiese. Paradoksalnie po latach dom rodzinny jego rodziców zakupi Paweł Wiesie najpewniej krewny Joanny. Nasz ułan doczekał się z Joanną trójki dzieci. Trzeba przyznać, że miał on prawdziwie ułańską fantazję, bo dzieci nazwał Hilarion (Jan), Janetta i Jutta. Wydawałoby się, że jest to prawdziwy skarb dla genealoga, bo imiona tak rzadkie bez trudu powinno dać się odnaleźć. Niestety, nie było to takie proste.

Piotr, Jutta i Maciej
Piotr, Janetta i Maciej

RODZINA JEST WSZĘDZIE
Jak zwykle pomogło szczęście… i portale społecznościowe. Na naszej-klasie odnalazłem wpis nt. Janetty napisany przez jej synową. Zatem ruszyłem na poszukiwania syna, którego znalazłem za pomocą LinkedIn. Za pomocą tego samego portalu znalazłem również syna drugiej córki Józefa. Okazało się, że wszyscy rozjechali się po świecie. Potomkowie Janetty wyemigrowali do Kanady, Hilarion podczas II wojny światowej walczył w RAF i bronił Anglii gdzie już pozostał na stałe, a potomkowie Jutty wyemigrowali do Szwecji. Okazało się, że odnalazłem całkiem bliską rodzinę, która jest tak daleko, ale ja przecież kocham podróże i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się ich wszystkich odwiedzić.

 

______________
Jeśli chcecie być zawsze na bieżąco to zapraszam do zapisania się do newslettera

Zapraszam także do grupy na facebooku – Tropiciele Korzeni.  

Świąteczna promocja na testy DNA

Po lekturze zapraszam do sklepu: