Tropy mazurskie

Tropiąc Korzenie będziemy odkrywali różne fakty, ale genealog w swojej pracy zakłada również wszelakie hipotezy i teorie. Szukając przodków najprościej zacząć od swojego nazwiska. 
Tak też było w moim przypadku. Najłatwiej jest szukać po osobach znanych, bo o nich możemy znaleźć najwięcej informacji. Ja znalazłem dwie takie osoby. Pierwsza to wspomniany tutaj Antoni Małłek, który urodził się w Ogorzelinach, nieopodal mojego Sypniewa, a drugą osobą był profesor Janusz Małłek, który pochodzi z zasłużonej mazurskiej rodziny. Teraz wystarczyło te osoby połączyć w naszym drzewie. Niestety to nie było takie łatwe. Po kolejnych godzinach, a nawet miesiącach nad materiałami udało mi się znaleźć pokrewieństwo z Antonim Małłkiem, który wraz ze swoimi amerykańskimi potomkami dołączył do mojego drzewa. Gorzej sprawa ma się z rodziną pana profesora. Znaleźć kontakt do nauczyciela akademickiego nie jest trudno, dlatego od paru lat koresponduję z profesorem. Udało mi się nawiązać kontakt również z innymi członkami jego rodziny. Początkowo, gdy drzewo moje nie było tak wielkie szanse na znalezienie pokrewieństwa były wysokie. Niestety wraz z przyrostem moich przodków nie mogłem nadal odnaleźć połączenia, a miałem do dyspozycji drzewo drugiej rodziny Małłków.  Gdy moje drzewo sięgnęło dużo głębiej byłem pewien, że nie obejdzie się bez badań DNA.

Brodowo - rodzinna miejscowość mazurskich Małłków
Brodowo – rodzinna miejscowość mazurskich Małłków

Badania, które musiałyby być przeprowadzone dla potwierdzenia naszego pokrewieństwa tzn. posiadania wspólnego męskiego potomka, nie były tanie. Niestety nie stać mnie było na ufundowanie kolejnego testu DNA. Toteż starałem się namówić moich rozmówców do wykonania takiego testu. Takie namowy nie są łatwe w gronie rodziny, a co dopiero osób zupełnie obcych, którzy wprawdzie posiadają takie samo nazwisko, ale do stwierdzenia pokrewieństwa droga nadal pozostaje daleka. W międzyczasie nawiązałem kontakt z kolejnym Małłkiem z tej rodziny, który ze względu na dzielącą nas niewielką różnicę wieku wydawał się bardziej skory do przebadania się. Niestety nadal pozostawała kwestia finansowa. Na szczęście z pomocą przyszedł dr Łukasz Lubicz Łapiński, który podsunął pomysł na przetestowanie jedynie SNP (ang. Single Nucleotide Polymorphism – zjawisko zmienności sekwencji DNA) w firmie YSEQ. Wspomniana firma niestety nie oferuje bezpośrednio mojej haplogrupy YP5632, jest podobno ciężka do zbadania, ale za to już jedna haplogrupa powyżej czyli YP1182 nadaje się do tego celu. Pokrewieństwo jest wtedy nieco dalsze, ale prawdopodobieństwo, że dwie rodziny posiadające to samo, rzadkie nazwisko i należące do tej samej haplogrupy (YP5632 zawiera się w YP1182) nie są blisko spokrewnieni jest bliskie zeru. Poza tym nawet gdyby tak było to pokrewieństwo na poziomie YP1182 nadal pozostaje pokrewieństwem. Za pomocą tego badania SNP udało mi się w końcu zbadać jedyną w Polsce rodzinę, która nosi moje nazwisko, ale nie występuje u mnie w drzewie. Jeśli wynik będzie pozytywny, w co mocno wierzę, to otworzą się przed nami kolejne możliwości. Przede wszystkim będzie wiadomo, że mamy wspólnego męskiego przodka. Robiąc kolejne badanie możemy określić całkiem dokładnie kiedy nasze dwie linie się rozdzieliły. Jeśli to będzie czas obejmujący moje drzewo to być może uda nam się uzupełnić dane w drzewach i je połączyć. Pokrewieństwo sięgające dalej niż moje drzewo też może być ciekawe. Wtedy rozwinie się drzewo genetyczne i daje to szanse na uzyskanie większej ilości informacji. Być może uda nam się ustalić skąd przyszliśmy, jak migrowaliśmy. Teraz wystarczyć tylko poczekać parę tygodni i wyjaśni się kolejna zagadka, którą próbowałem rozwiązać od paru lat.