Podróże Tropem Korzeni: Bydgoszcz, Biskupin i Toruń

Z Adą wreszcie udało nam się wygospodarować wspólny weekend, co nie jest zadaniem prostym. Jeszcze trudniej wybrać kierunek podróży. Podobnie jak w pewnym skeczu, „byłem, wszędzie byłem”. Okazało się jednak, że najmniej „byłem” w Bydgoszczy i Toruniu. Kierunki tym bardziej atrakcyjne, że związane z moimi przodkami i zahaczające niemal o Krajnę.

Bydgoszcz również była mi po drodze, ponieważ obiecałem Kasi, że ją odwiedzimy. Jednak nikt z nas nie mógł przypuszczać, że stanie się to tak szybko. Z kolei w Toruniu mieszka linia Małłków z którą do tej pory nie znaleźliśmy pokrewieństwa, a jedyny sposób na to żeby się przekonać czy jesteśmy spokrewnieni to badania DNA. Niedawno udało mi się namówić potencjalnego kuzyna na takie badanie, ale miałem się u niego pojawić dopiero w listopadzie. Pomyślałem, że jak to u mnie zwykle bywa, postaram się upiec parę pieczeni na jednym ogniu. Tutaj pojawił się problem, bo nie miałem testu, a przesyłka z Berlina nie przyszła by w 24 godziny, bo tyle dzieliło nas od pomysłu o teście do wyjazdu. Na szczęście wpadłem na to, że Łukasz Lubicz Łapiński, który także zajmuje się genealogią genetyczną może mieć u siebie jakiś wolny zestaw. W końcu z Białegostoku przesyłka powinna przyjść szybciej, pod warunkiem, że zostanie wysłana niezwłocznie. Po chwili rozmowy Łukasz był już w drodze na pocztę, za co mu dziękuję, bo nigdy nie wiadomo czy planowany na listopad wyjazd doszedł by do skutku.

Wracając do naszego wyjazdu to oprócz tych dwóch spotkań nie mieliśmy żadnych konkretnych planów. Ada kupiła jedynie bilety na pociąg i zarezerwowała nocleg z soboty na niedzielę. Oboje nie lubimy siedzieć komuś na głowie, więc w zasadzie po spotkaniu planowaliśmy zobaczyć Bydgoszcz, którą odwiedziliśmy jako pierwszą. Do miasta przyjechaliśmy w sobotę rano. Zdążyliśmy zrobić sobie krótki spacer, gdy Kasia zadzwoniła, że już po nas jadą i zapraszają na śniadanie. Okazało się, że razem z Krzyśkiem nie zamierzają nam łatwo odpuścić i zapowiadało się, że spędzimy razem cały dzień. Kasię znam dzięki moim poszukiwaniom genealogicznym, a także, już na żywo, z konferencji w Brzegu. Oboje z Krzyśkiem stanowią zgraną parę i są przesympatycznymi ludźmi. Mam wrażenie, że mamy podobne sposób patrzenia na świat, a przede wszystkim zbliżone poczucie humoru. Mimo dzielącej nas różnicy wieku. Po śniadaniu, zjedzonym wspólnie z rodziną Kasi padła propozycja żeby pojechać do Biskupina. Ada się ucieszyła, bo nigdy tam nie była. Okazało się, że akurat w Biskupinie odbywa się XXIII Festyn Archeologiczny. Było mnóstwo ludzi i wiele się działo. Mieliśmy okazję m. in. zobaczyć walkę Rzymian z Germanami, obserwować starcie dwóch łodzi wikińskich, a także obejrzeć wystawę pt. „Miecze Europy”. Następnie wróciliśmy na obiad do Bydgoszczy. Kolejnym punktem programu było zwiedzanie miasta. Zanim wyruszyliśmy otrzymałem od Kasi trochę materiałów genealogicznych i mogliśmy iść zwiedzać Bydgoszcz. Wprawdzie nieco zepsuła się pogoda, ale nie przeszkodziło to nam w spacerze i szukaniu grających oraz świecących fontann. Po spacerze podziękowaliśmy za gościnę i dobrze spędzony dzień. Następnie spotkaliśmy się z bratem Ady i jego dziewczyną, bo oczywiście całkiem przypadkiem byli w okolicy.

Następnego dnia zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do Torunia. Tam spotkaliśmy się z potencjalnym kuzynem Krzysztofem. Potencjalnym, bo właśnie badanie DNA ma odpowiedzieć na pytanie czy mamy wspólnego przodka. Po szybkim badaniu przeszliśmy do konkretów jakimi było jedzenie. Obaj mieliśmy tę samą propozycję – pierogi. Jak się później okazało podobieństw było o wiele więcej. Do tego stopnia, że dziewczyny stwierdziły, że nam w zasadzie żadne badanie DNA nie jest potrzebne, bo pokrewieństwo jest ewidentne. Potem jeszcze tylko zwiedzanie miasta i cudem odnaleziona poczta czynna w niedzielę i można było wysłać próbki do laboratorium w Berlinie. Wieczorem pociąg i po 5 godzinach jesteśmy w domu. To był bardzo intensywny weekend, jesteśmy pozytywne zmęczeni, ale kolejny raz spotkaliśmy się ze świetnymi ludźmi i nie zamienilibyśmy tego zmęczenia za nic.

hdr

  • Marek Nowak

    Bardzo sympatyczny blog, a współczesność dodana do staroci genealogicznych mocno podkolorowała przedsięwzięcie :-))) jeszcze tu wrócę. Pozdrawiam

    • tropemkorzeni

      Bardzo dziękuję i zapraszam częściej 🙂