Hola Argentina!

Różowy dom - pałac prezydencki w Buenos Aires. Fot. Pixabay.
Różowy dom – pałac prezydencki w Buenos Aires. Fot. Pixabay.

Mail z daleka

W tym roku miałem już do czynienia z łaciną, niemieckim, rosyjskim,  angielskim oraz ukraińskim. Do głowy by mi nie przyszło, że będę korespondował po hiszpańsku! A jednak dostałem maila, który zaczynał się od słów „Hola Mi nombre es Marcela”. Zatem napisała do mnie Marcela i to po hiszpańsku. Od razu wiedziałem, że to będzie świetna historia. Mam wrażenie, że osoby, które zajmują się genealogią genetyczną możemy podzielić na dwie grupy. Tych co szukają, bo są po prostu ciekawi oraz tych co nie wiedzą zupełnie nic i to jest jedyna opcja żeby dowiedzieć się cokolwiek o swoich przodkach. Marcela należy do tej drugiej grupy. Jej wiadomość mówiła o pokrewieństwie genetycznym poprzez chromosom X.

Dla przypomnienia chromosom X dostajemy zawsze od mamy. Jeśli dostaniemy 2 chromosomy X to określa to naszą płeć jako żeńską. Mężczyzna zatem posiada jeden chromosom X oraz jeden typowo męski Y. Mężczyzna swojego chromosomu X nie przekazuje dalej.

Macela znalazła mnie przez portal www.gedmatch.com gdzie w bazie znajdują się wyniki moich wszystkich badań. Po otrzymaniu maila próbowałem znaleźć powiązanie z Marcelą lecz było tak niskie, że napisałem jej, że niestety naszego wspólnego DNA jest strasznie mało. Odpisała, że faktycznie ze mną i z moim bratem wspólnego DNA jest niewiele, ale za to z moją mamą i siostrą jej ojca tego DNA jest już całkiem sporo. Gdyby nie fakt, że to chromosom X to trudno byłoby powiedzieć coś konkretnego i moglibyśmy szukać i nie znaleźć, ale skoro to X to możemy wykluczyć całkiem sporo, bo od razu odpadają mężczyźni jako dawcy X.

Ciekawe jest także to, że to właśnie moja mama i jej ciotka mają wspólny chromosom X. To bowiem oznacza, że dostały go z zupełnie innych linii. Tzn. moja mama nie mogła dostać tego od swojego ojca, a od matki czyli innej linii. Zatem w jakiś sposób linie matczyne mojego dziadka matczynego i mojej babci matczynej się ze sobą łączą. Jeśli znajdę to połączenie to znajdę dokładnie miejsce, w którym należy szukać drogi do Argentyny. Póki co mam pewne braki, które uniemożliwiają odnalezienie punktu wspólnego, ale wydaje mi się, że uda mi się uzupełnić braki i rozwiązać zagadkę.

 

Skąd mieszkańcy Galicji w Argentynie?

Mieszkańcy Galicji często wyjeżdżali za chlebem za granicę. USA, Kanada, Australia czy właśnie Argentyna to główne kierunki emigracji zarobkowej naszych rodaków. Zwykle migracje miały charakter tymczasowy. Ludzie pracowali, aby poprawić swój los w ojczyźnie. Zarabiali i wracali. Oczywiście nie wszyscy. Niektórym spodobało się w nowej ojczyźnie, inni musieli z różnych przyczyn zostać już na zawsze.
Polska obecność w Argentynie ma bogatą historię. Już w 1812 roku podczas walk o niepodległość Argentyny nasi rodacy byli zaangażowani w walki. Także po naszych powstaniach narodowych listopadowym oraz styczniowym do tego państwa w Ameryce Południowej emigrowali Polacy. Prawdziwy boom na Argentynę wydarzył się pod koniec XIX wieku. Jak wspominałem wcześniej, głównie zarobkowo. Chłopi ze wschodniej Małopolski, zatem z terenów, które mnie szczególnie interesują i gdzie znajdowała się Burakówka z której pochodzi rodzina po kądzieli, osiedlili się głównie w prowincji Misiones. To tam założono słynną osadę Apóstoles o której, zupełnie przypadkiem, czytałem niedawno. Z przybyciem pierwszych osadników w 1897 roku wiąże się także święto państwowe ustanowione w 1995 roku. Jego nazwa to “Día del Colono Polaco” – Dzień Polskiego Osadnika. Obchodzony on jest 8 czerwca i towarzyszy mu tydzień imprez o tematyce polskiej. Także po 1905 roku napłynęły liczne grupy naszych rodaków. Podobnie było po I wojnie światowej. Po 1921 roku, gdy USA ograniczyły możliwość emigracji, Argentyna stała się obok Kanady głównym celem. Podejrzewam, że to właśnie wtedy do Argentyny mogli udać się przodkowie Marceli.
Emigracja gwałtownie wzrosła wraz z wybuchem II wojny światowej. W 1929 roku Polaków było ok 25 tysięcy. W 1939 roku już ok 120 tysięcy. Obecnie szacuje się, że w Argentynie znajduje się ok 170 tysięcy Polaków.

Buenos Aires. Fot. Pixabay.
Buenos Aires. Fot. Pixabay.

Jesteśmy wszędzie

Moja genetyczna i genealogiczna mapa ciągle się powiększa. To, że Polacy są wszędzie było dla mnie jasne. Nie miałem jednak pojęcia, że także moi krewni uczestniczyli w tej współczesnej wędrówce ludów w takim stopniu. Coś czuję, że jeszcze nie raz mnie zaskoczą. Chciałbym kiedyś móc odwiedzić tych wszystkich moich krewniaków. W Argentynie jeszcze mnie nie było.
Napiszcie o nietypowych miejscach do których wyemigrowali Wasi krewni.

_____________________

Po lekturze zapraszam do sklepu: