Wywód przodków – III pokolenie (dziadkowie)

W poprzednim wpisie napisałem o moim wywodzie przodków. Teraz postaram się w miarę możliwości o nich napisać parę słów. Czasem będzie to zdjęcie innym razem znalezione dokumenty. 

III pokolenie (dziadkowie)
4. Edmund Małłek

Urodził się 7 grudnia 1927 roku w Toruniu. Był synem Jana oraz Teresy zd. Osińskiej. Ze względu na zawód nauczyciela jaki wykonywał często zmieniał miejsce zamieszkania. Młodość spędził w Toruniu, a następnie jego miejscem zamieszkania był m. in. Gostyń, Kłanino, Strzelce Opolskie, Izbicko,aż wreszcie osiadł się na stałe w  Kędzierzynie-Koźlu. W rodzinie zwany zdrobniale Edzinkiem. Był postawny. Początkowo studiował filozofię, a także matematykę i  fizykę. Był nauczycielem tych dwóch ostatnich przedmiotów. Lubił kolekcjonować samochody, motory i wszelkie „gadżety”.  Był częstym bywalcem wszelkich „pchlich targów”. W jego posiadaniu był m. in. motorower oraz łódka.  Zawsze interesowała mnie historia dlatego często próbowałem czegoś dowiedzieć się od dziadka. Ze względu na to, że jego dzieciństwo przypada na czas II wojny światowej dlatego opowieści dziadka przepełnione były historiami z tego właśnie czasu. Dziadek ze względu na to, że wyglądał jak typowy aryjczyk czyli blondyn o niebieskich oczach, został zesłany na roboty w głąb Rzeszy. Tam nauczył się m. in. szybko jeść. Gdy dostawał posiłek miał bardzo mało czasu na to żeby zjeść. Spędził tam 3 lata od 1943 roku do 1945. Pamiętam, że dostał także  zegarek od żołnierza amerykańskiego. Po wojnie będąc nauczycielem obowiązywał go nakaz pracy. W końcu z rodziną osiadł na stałe w Kędzierzynie-Koźlu. W swoim bogatym życiu zawodowym był także namiestnikiem gminy Leśnica. Filozofował, był także ateistą, chociaż sam był ochrzczony. Kwestia wiary to temat na zupełnie osobny artykuł. Nie mniej jednak tajemnica niewiary dziadka była jednym z motorów napędowych poszukiwania przodków i odpowiedzi. Sama odpowiedź okazała się prozaiczna, ale o niej napiszę innym razem. Lubił grać w karty, dlatego zawsze gdy przyjeżdżaliśmy do dziadka to graliśmy w karty. Najlepsze relacje z dziadkiem mieliśmy we wczesnym dzieciństwie. Wiedza na temat jego rodziny była dwojaka. Z jednej strony wiedziałem o rodzeństwie oraz jego rodzicach. Z drugiej strony nie miałem pojęcia o licznym kuzynostwie ze strony ojca dziadka. W Kędzierzynie mieszkał przy ulicy Plebiscytowej 5b/3. Miał dwoje dzieci: Wojciecha i Katarzynę. Zmarł, w wieku 84 lat, 16 kwietnia 2011 roku.

Młody Edmund Małłek

Ja z dziadkiem i mamą
Ja z dziadkiem i mamą

5. Jadwiga Gołąb
Urodzona 3 października 1924 roku w Łodzi. Do niedawna nic nie było wiadomo na temat rodziny ani młodości. Babcia nigdy o tym nie wspominała. W rodzinie istniała hipoteza, że rodzina babci pochodziła spod Łodzi i cała zginęła podczas II wojny światowej. Niektórzy uważali, że rodzina babci była żydowska i zginęła podczas Holocaustu. Ta tajemnica, która do końca życia babci była pilnie strzeżona, również była motorem napędowym mojej genealogii. Dodatkowo w pewien sposób pasowało to do ateizmu dziadka. Prawda jak zwykle okazała się prozaiczna. Zagadkę udało mi się rozwiązać i odkryć rodzinę babci. Okazuje się, że nikt z nich nie ma żydowskich korzeni. Co zresztą potwierdziły moje badania DNA. Oczywiście to materiał na inny artykuł. Jadwiga była córką Józefa Gołębia i Stanisławy zd. Dubiak. W latach 1940-1943 przebywała na robotach w Rzeszy. Jej wielką pasją były ogrody oraz podróże. Babcia kończyła Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Terminowała u słynnego profesora Szczepana Pieniążka w Instytucie Sadownictwa w Skierniewicach. Przede wszystkim była nauczycielem i wychowawcą. Była instruktorem harcerskim. Nie mam wątpliwości, że to właśnie dzięki niej połknęliśmy bakcyla podróżowania. Sama podróżowała do końca swoich dni. Pamiętam też dobrze dobrą kuchnię babci. Robiła pyszne zupy, zresztą inne potrawy babci również były wyborne. To była wspaniała osoba, bardzo szanowana. W Kędzierzynie-Koźlu była dyrektorem Zieleni Miejskiej. Z jej inicjatywy w Kędzierzynie powstało kolumbarium. Ironia losu sprawiła, że po latach prochy jej najbliższych właśnie tam znalazł swoje miejsce. Miała dwoje dzieci: Wojciecha oraz Katarzynę. Zmarła, w wieku 83 lat, 12 grudnia 2007 roku.

Babcia Jadzia z córką Katarzyną
Babcia Jadzia z córką Katarzyną
Zdjęcie marnej jakości, ale na nim od lewej tato, ja, brat Maciek, dziadek Edek i siedzi babcia Jadzia

6. Jan Żymańczyk
Urodzony 22 maja 1935 roku w Burakówce na Podolu (obecnie Ukraina). Był synem Mikołaja i Eugenii zd. Dmytryk. Można powiedzieć, że był barwną postacią. Miał nałogi, kłopoty z prawem i był generalnie niezłym łobuzem. Mimo to zawsze miałem dobre wspomnienia związane z dziadkiem. Swego czasu był kierowcą ciężarówki. Po długich, zagranicznych trasach przyjeżdżał do nas z prezentami, a to z owocami, a to klockami. Był zapalonym wędkarzem. Kiedyś obiecał mi, że da mi wędkę i nauczy łowić. Niestety nigdy nie dotrzymał obietnicy. Nie był zbyt wysoki, ale też nie był niski. Miał czworo dzieci: Annę, Wiesława, Krzysztofa i Józefa. Zmarł, w wieku 69 lat, 24 kwietnia 2004 roku.

7. Helena Skrzypnik
Urodzona 13 października 1936 roku w Burakówce na Podolu (obecnie Ukraina). Była córką Leona Skrzypnika i Antoniny zd. Roszczuk. Była gospodynią domową. Nie miałem okazji jej bliżej poznać. Niestety zmarła gdy miałem 12 lat, wcześniej  długo chorowała. Pamiętam wizyty w szpitalu św. Aleksego gdzie leżała babcia. Obok tego szpitala przechodzę codziennie idąc do pracy. Była to wspaniała osoba, która wychowała czwórkę dzieci. Z opowieści mamy wiem, że była mistrzynią szycia i haftowania. Do tej pory żyje jej siostra Maria, która w pewnym sensie zastępowała nam babcię, zresztą nazywaliśmy ją ciocia-babcia. Ponieważ długo żyła jej mama Antonia to  posiadałem wcześniej wiedzę nt. moich pradziadków. Byłą piękną kobietą. Miała czworo dzieci: Annę, Wiesława, Krzysztofa oraz Józefa. Zmarła, w wieku 61 lat, 2 lutego 1997 roku.

Zdjęcia rodziców mojej mamy niebawem zostaną uzupełnione.