Drogowskazy genealoga czyli jak zacząć cz. 10

Zapraszam na ostatnią część cyklu. W zasadzie ta część to podsumowanie naszych poszukiwań i w pewnym sensie nagroda za nasze wysiłki. Nie ma nic piękniejszego od poznania nowej rodziny i radości spotkania.

Spędzamy tysiące godzin szukając przodków, wertując dokumenty i księgi. Większość naszego czasu zajmuje czytanie o tych co już odeszli. W tym wszystkim największą frajdę sprawia mi odkrywanie ludzi z którymi mam wspólnych przodków, wspólne geny. Na początku wydaje się, że to nie może być łatwe, może nawet jest w pewnym sensie niezręczne, bo mamy spotkać się z ludźmi z nami spokrewnionymi, ale są to mimo wszystko obcy ludzie. Jednak istnieje jakaś niewidzialna nić porozumienia. Pierwszy kontakt, który nawiązałem z dalszą rodziną to potomek brata mojego pradziadka – Wojciech. Chociaż dzieliło nas w zasadzie wszystko to przegadaliśmy całą noc i okazało się, że oprócz niewątpliwego podobieństwa fizycznego dogadujemy się świetnie i mamy podobną wizję świata.

Potem był już tylko lepiej.  Udało mi się spotkać z wieloma osobami od strony dziadka ojczystego. Wszystkich łączy niebywała serdeczność i pewne wrażenie jakbyśmy się znali całą wieczność. Zawsze zastanawiałem się czy ludzie z którymi się kontaktuję nie boją się. W dzisiejszych czasach różnie to bywa. Jeśli ktoś potrafi kogoś okraść metodą „na wnuczka” to czemu nie miałby to zrobić na „krewnego -genealoga”? Jednak, nie Ci wszyscy ludzie są niesamowicie otwarci i serdeczni. Jakiś czas przyjechałem do mojej ponad 90-letniej cioci Marii w Bydgoszczy, która energią i pogodą ducha prześcignęłaby niejednego młodzieniaszka. Wprawdzie sami byliśmy tylko przez chwilę, bo przy okazji mojej wizyty zjechało się paru innych krewniaków to jednak cały czas jest ta otwartość, ufność. Mam świadomość, że na pewno był przeprowadzony wnikliwy wywiad wśród rodziny czy ten jegomość faktycznie jest tym za kogo się podaje, ale mimo wszystko cały czas nie mogę wyjść z podziwu dla tych wszystkich ludzi. Słucham z zaciekawieniem historii ich życia, zarówno tych najstarszych jak i bieżących spraw radości i smutków. Z osoby zupełnie obcej przecież staję się w jakimś niewielkim stopniu częścią ich życia. Poznaję wspaniałe i inspirujące osoby takie jak moje 2 wspaniałe Wielkopolanki pełne pasji i energii Anię i jej córkę Magdę razem z Norbertem i kotami. To osoby prawdziwie inspirujące, działające w sferze sztuki i pozytywnego myślenia. Zawsze z przyjemnością do nich wracam.

Udało mi się dotrzeć do miejsca gdzie stał dom moich prapradziadków, a także poznać osoby, które kupiły tą ziemię od ostatnich moich krewnych. Zresztą okazało się, że też jesteśmy spokrewnieni. Nieopodal naszego gniazda mieszka rodzina nosząca moje nazwisko. Nawiązałem kontakt i nieco spontanicznie pojawiłem się u nich na progu. Pomimo początkowych obaw spędziliśmy parę godzin rozmawiając i próbując ustalić z której strony jesteśmy spokrewnieni. Wtedy były to domysły wynikające nie tylko z podobieństwa nazwiska, ale również cech fizycznych. Dziś już wiem, że to rodzina brata mojego prapradziadka.

Od strony babci ojczystej dokonałem jeszcze większego odkrycia, bo w zasadzie jeszcze do niedawna ta część rodziny to była biała plama, a teraz odkryłem całą rodzinę sieradzką. Oczywiście pojechałem do nich i poznałem świetnego dziennikarza Pawła wraz z cudowną rodziną, cały klan Józka, Janka, Marii i Beaty oraz ich mamy Janiny. Zresztą Janina i jej siostra Danuta to siostry przyrodnie mojej babci ojczystej. To spotkanie miało dopiero ładunek emocjonalny. W okolicy odwiedziłem także inne rodziny z mojego drzewa Andrzeja (z żoną Bożeną) oraz Marka. W Sieradzu także odbył się zlot rodziny Krawczyków zorganizowany przez kuzyna Romualda. Wydarzenie niemal jak wesele ze wszystkimi jego cechami za wyjątkiem pary młodej.  Pod Sieradzem także udało mi się w ostatniej chwili zobaczyć i uwiecznić dom mojego pradziadka.

Nieco inaczej wygląda kwestia poznawania rodziny od strony mamy. Przed przesiedleniami wszyscy mieszkali w jednej miejscowości, a potem przesiedlono ich w różne strony. Nie mniej jednak i tutaj dochodzi do spotkań. Poznałem kuzyna Mariusza, który ma również zacięcie naukowe i zainteresował się tematem przodków. Zdarzają się także sytuacje, że ludzie których znam okazują się krewnymi. To dopiero są odkrycia.
Jeśli już jesteśmy przy odkryciach to trzeba wspomnieć o całej masie rodziny poznanej przez Internet. Z większością się jeszcze nie widzieliśmy, ale utrzymujemy kontakt. W końcu to rodzina. Wam również życzę takich spotkań, bo to najpiękniejsze co może się w genealogii przytrafić.