Zmiany, zmiany, zmiany

Stara praca

U mnie sporo zmian. O mały włos nie byłoby artykułu w tym tygodniu. Zresztą dzisiaj miał być zupełnie inny temat, ale ostatnio główny temat to zmiany.
Jeszcze w lutym doszło u mnie do małej rewolucji. Po siedmiu latach odszedłem z Miejskiej Biblioteki Publicznej w Opolu. Przyszedłem tam na chwilę, a zostałem siedem długich lat. Jeszcze do niedawna chciałem się tylko stamtąd wyrwać i zamknąć za sobą ten rozdział. Odszedłem. Nie otworzyłem szampana tak jak planowałem i nie usłyszałem słowa „dziękuję”, sam też nie podziękowałem. W bibliotece zostają wspaniali ludzie z którymi miałem okazję pracować i którym życzę żeby też znaleźli lepszą pracę. Zostały także osoby, które zepsuły mi sporo krwi i ja im nie byłem dłużny. Mimo to doszedłem do wniosku, że czas spędzony w bibliotece nie był stracony. Poznałem świetnych ludzi, na pewno się czegoś nauczyłem, a przede wszystkim zdobyłem doświadczenie. Złe, dobre, nieważne. Nasze życie to suma wszystkich doświadczeń, także tych gorszych. Błędy sporo nas uczą. Na szczęście z pracodawcą pożegnałem się szybko i bezboleśnie. Nawet nie myślałem, że uda się to załatwić tak błyskawicznie. W piątek ustaliłem szczegóły rozwiązania umowy za porozumieniem stron, a w sobotę byłem już ostatni dzień w pracy. Wszystko potoczyło się tak szybko, że nie zdążyłem się z niektórymi pożegnać.

7 lat w tym miejscu...
7 lat w tym miejscu… Fot. Wikipedia

Nowa praca

Zawirowania zawodowe sporo mnie kosztowały. Nie znam chyba nikogo kto jest odporny na stres, ja przynajmniej nie jestem i go mocno odczuwam. Na pewno odczuło to moje zdrowie i w pewnym sensie blog. Do tego dochodzi jeszcze smog, przesilenie wiosenne i generalnie spadek motywacji. Na szczęście zmiana pracy to także euforia i efekt świeżości. To nowe możliwości i perspektywy. Po 3 tygodniach pracy minęła już ekscytacja i dostrzegam też ciemne strony swojej nowej pracy.Na szczęście cały czas plusy przysłaniają minusy i perspektywa wygląda całkiem nieźle. Przede wszystkim pracuję od poniedziałku do piątku i nie mam żadnych weekendów. Moja pensja urosła, a ja mam możliwości awansu. Do tego mogę liczyć na różne dodatki, a także 13 pensję. Droga z domu do pracy wynosi obecnie 500 metrów, więc nie wiem czy znajdę kiedyś miejsce gdzie do pracy będę miał bliżej.

...w zasadzie ulice dalej Fot. StreetView
…w zasadzie ulice dalej Fot. StreetView

Efekty uboczne
Niestety moja nowa praca może mieć wpływ na doktorat. Do tej pory studiowałem dzięki temu, że pracowałem w soboty i należał mi się za to dzień wolny. Teraz przy braku sobót szkoda mi urlopu poświęcać na studia. Mam nadzieję, że uda mi się porozumieć z wykładowcami i zaliczyć ten semestr. Zresztą nie to może być najgorsze. Obecnie trwają prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym. Założenia ustawy przewidują duże utrudnienia dla obecnych doktorantów, więc może się okazać, że zmiany zmuszą nas do zrezygnowania ze studiów lub wręcz odwrotnie, sprawią, że się zmobilizujemy i szybko spełnimy wszystkie wymagania potrzebne do otwarcia przewodu doktorskiego.

Nowe wyzwania

Często jest tak, że się nić nie dzieje, a jak już zacznie to wszystko na raz. Po zmianie pracy okazało się, że zaczynają spływać do mnie oferty genealogiczne. Ludzie chcą żebym przyjął różne zlecenia poszukiwawcze. Oprócz tego niedawno otrzymałem interesującą propozycję poprowadzenia paru zagranicznych górskich wycieczek. Co wydaje się ciekawą opcją na dodatkowy zarobek.

Podsumowanie

Jak widać wiele się działo ostatnio u mnie. Mam nadzieję, że wraz z nadejściem wiosny uda mi się odzyskać motywację, dokończyć rozpoczęte projekty i dalej pisać dla Was interesujące artykuły. Robi się ciepło, niedługo wyciągnę rower i popracuję nad formą, która ucierpiała trochę przez smog i… inne wymówki.  Życzę Wam wszystkim dużo siły w poszukiwaniach genealogicznych i innych przedsięwzięciach. Ja tymczasem postaram się wreszcie doprowadzić mój argentyński projekt do końca i z nowymi siłami ruszyć z dalszymi poszukiwaniami genealogicznymi.