Ahoj przygodo! Urlop pod żaglami

Przez najbliższe dwa tygodnie na blogu będzie cisza. Oficjalnie, jak będzie ostatecznie zobaczymy, będzie to uzależnione od dostępności Internetu i weny.

Jutro zaczynam upragniony urlop. Oczywiście pośrednio jest związany z genealogią i genami.
Pisałem wielokrotnie o genach i przodkach skandynawskich, teraz będzie okazja zobaczyć w praktyce ile tych genów zostało. To, że zamiłowanie i umiejętności muzyczne są dziedziczne już praktycznie udowodniłem. Teraz okaże się czy moi skandynawscy przodkowie przekazali mi umiejętności żeglarskie. Co ciekawe, do tej pory byłem raczej szczurem lądowym. Chociaż miłość do wody tliła się gdzieś nieśmiało. W końcu moja narzeczona jest wyrwana Neptunowi wprost z Kołobrzegu. Nie mniej jednak, tak, muszę przyznać, że prym do tej pory wiodły góry. Od jakiegoś czasu coraz bardziej przychylnym okiem zerkam na północ. Może ten stan rzeczy wynika też z tego, że góry są dla każdego, znaczy się nie trzeba mieć właściwie żadnych pieniędzy żeby iść w góry. Jednak żeglarstwo wymaga większych nakładów, oczywiście można w górach wydawać duże sumy, ale nie trzeba. Nie trzeba mieć także jakiejś specjalistycznej wiedzy, żeby zacząć swoją przygodę. Nie wyobrażam sobie żebym zaczął poważniejszą przygodę z wodą bez kursu żeglarskiego. Oczywiście można od czasu do czasu wypłynąć z kimś znajomym, ale dla mnie to nie to samo. Chcę być sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem.

Fortuna 27 - takim będę pływał. Fot. Gertis
Fortuna 27 – takim będę pływał. Fot. Gertis

Wracając jeszcze do korzeni. Skandynawskie geny mam potwierdzone, znalazłem także osoby mające wspólne DNA. Niestety ciężko jest namierzyć konkretnych przodków, bo u nich nazwiska były patronimiczne (odojcowskie) czyli same -son lub -dóttir (syn, córka). Syn Johana będzie nosił nazwisko Johansson, a córka Johansdóttir. Odnalezienie i skojarzenie jednej osoby w dwóch drzewach jest skomplikowane, ale nie niemożliwe. Dlatego mam nadzieję, że kiedyś uda mi się namierzyć tych przodków.

Tall Ships Racers – wielkie żaglowce

Wspominam o Skandynawach w kontekście ich umiejętności żeglarskich, ale przecież mieliśmy doskonałych żeglarzy wśród Słowian. Mamy nawet swoich słowiańskich wikingów. Wbrew pozorom wiking to nie określenie etniczne, a zawód. Osoba, która szła na wiking była wikingiem. Słowiańska nazwa to chąśnicy. Znowu wraca do mnie Kołobrzeg. Otóż m.in. w Kołobrzegu działali wspomniani chąśnicy. Zresztą oni jak i całe Pomorze razem z książętami pomorskimi zasługują na zupełnie odrębne artykuły. Historia północy coraz bardziej mnie fascynuje i powoli zaczynam ją odkrywać, a jest co badać. Jest Kołobrzeg i ukochane Trójmiasto. Zwłaszcza związek z Trójmiastem to ciekawa historia. Mam tam sporo rodziny, a moi rodzice mieli zamieszkać w Gdyni, bo jak się poznali mój  śp. tato tam mieszkał. Jednak choroba babci zatrzymała nas na południu. Kto wie, może co nie udało się poprzedniemu pokoleniu uda się kiedyś następnemu?

W odwiedzinach na remontowanej Selmie
Selma Expeditions – polski jacht pływający na południowe koło podbiegunowe. Fot. Selma

Chęć zrobienia kursu żeglarskiego wynikła również z faktu, że mając pod nosem Bałtyk i z niego nie skorzystać to grzech ciężki. Do tej pory jeździłem tylko nad morze, a dlaczego nie na morze? Pokusa była zawsze silna. Wprawdzie kurs na który się wybieram to dopiero początek, bo po nim będę mógł pływać do 2 mil morskich (ok. 4 km) od brzegu, ale to zawsze coś! Potem w zależności od czasu i finansów będę chciał zrobić kolejne kursy. Być może kiedyś będzie mi dane popływać na Selmie, którą miałem ostatnio okazję oglądać podczas remontu. Są jeszcze wielkie żaglowce widziane podczas The Tall Ship Racers, a wreszcie pozostaje rejs rekonstrukcją łodzi  słowiańskiej – Orłem Jumne widzianym na Wolinie, a posiadającym szypra… z Kołobrzegu. Jest o czym marzyć.

Orzeł Jumne – rekonstrukcja słowiańskiej łodzi